wtorek, 30 stycznia 2024

Substitution

Tą piosenkę zrobiłam na specjalne zamówienie, ale i z własnej chęci, bo spodobała mi się jej melodia. Najbardziej to połączenie energicznego, brzmiącego tak zdecydowanie refrenu i zwrotek z miękkim, łagodnym mostkiem, który przypomina kołysanie się łódki. Zaciekawiło mnie, o czym ona jest.

Okazało się, że jak większość – opowiada o miłości. Chłopak z piosenki rozstał się ze swoją dziewczyną, ale bardzo za nią tęskni, nie może przestać o niej myśleć. Próbuje „otrząsnąć się z tego” na zasadzie klin-klinem, szukając „zamiennika”, innej, która byłaby lepsza od jego byłej, ale ta metoda nie działa. Nasz bohater jednak się nie poddaje i ciągle korzysta z tego sposobu...

Mam wobec niego ambiwalentne (równocześnie skrajnie różne) uczucia. Z jednej strony myślę rozczulona: „jakie to piękne, jak on ją kochał!”, a z drugiej strony (z oburzeniem): „co za okropny samolub! Myśli tylko o tym, by samemu poczuć się lepiej, nie dbając o to, czy nie porani innych ludzi po drodze!” Gdybyście mnie zapytali, co przeważa, nie potrafiłabym odpowiedzieć. A jak to jest w Wami?


*Substitution

środa, 24 stycznia 2024

What I've overcome

 Normalnie nie wierzę, że minęło prawie pół roku, odkąd ostatni raz dodałam tu piosenkę. I nie sądziłam, że za tym zatęsknię, ale tak właśnie się stało.

Z tej, którą dzisiaj dodam pochodzi tajemniczy cytat na blogu. To jedno z najmądrzejszych zdań, jakie w życiu słyszałam, w wolnym tłumaczeniu znaczące, że o tym, kim jesteśmy nie decyduje to, co zrobiliśmy – te wszystkie błędy, głupoty, pomyłki, czy zwyczajne podłości, ale te trudności, które udało nam się przezwyciężyć. Przypomnienie tego pomaga mi z większą wyrozumiałością patrzeć na siebie i innych ludzi.

Poza tym rockowa melodia, delikatny głos wokalistki sprawiają, że w tej nutce jest coś jasnego, ciepłego i zielonego jak młode, wiosenne listki.

Miłego słuchania.


**What I’ve overcome

czwartek, 7 września 2023

To France

 Melodia tej piosenki kojarzy mi się z balladami średniowiecznych bardów opowiadających przy dźwiękach liry historie znanych rycerzy. Mogłaby lecieć w tle filmu o królu Arturze, albo legendy o Tristanie i Izoldzie.

Właściwie to niewiele odbiega od rzeczywistości, bo słowa luźno zahaczają o biografię Mary Stuart, królowej Szkocji. Miała bardzo niespokojne, pełne przygód życie, nie raz groził jej marny koniec, poczynając od czasu, kiedy jako dziewczynkę upatrzył ją sobie król Henryk VIII na przyszłą żonę. Jej matka na szczęście miała dość rozumu, by ukryć córkę i przemycić ją na dwór króla Francji. Mała Mary spędziła tam szczęśliwe dzieciństwo, wyszła za królewicza… Niestety, jemu szybko się zmarło i musiała wracać do rodzinnego kraju. Tam poznała kolejnego arystokratę, z którym się pobrali, ale nie układało im się, więc się rozwiedli i Mary weszła w ponowny związek z jeszcze kolejnym…

Henryk VIII już nie żył, a w Anglii rządziła jej kuzynka, Elżbieta I. W ich przypadku sprawdza się powiedzenie, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. Rywalizowały ze sobą o wpływy i władzę, a dodając do tego różnicę poglądów religijnych otrzymamy mieszankę wybuchową, doprowadzającą wręcz do wojny domowej… Elżbiecie udało się uwięzić konkurentkę, ale ta nie poddawała się i planowała ucieczkę do kraju szczęśliwej młodości, by we Francji zdobyć wsparcie i obalić kuzynkę. Na jej nieszczęście, Elżbieta była o krok przed nią…

Jeśli jesteście ciekawi szczegółów historii Mary królowej Szkocji, to na internecie można znaleźć film o niej, albo tysiące mniej, lub bardziej szczegółowych biografii. Mnie ta postać zafascynowała…


*To France